Opowiem dziś historię pewnej relacji, na temat której zrobiłam analizę pierwszego tu, na Ziemi, lecz do dziś obciążającego wcielenia mojej klientki (klientka wyraziła zgodę na tę publikację). Badanie dotyczyło konkretnej sytuacji, a to, że była to pierwsza inkarnacja na tej planecie, było interesującym zbiegiem okoliczności. Pani, w nieco starszym wieku, nazwijmy ją tu Ava, poznała młodego człowieka, nazwijmy go Zaxx (czasem w role konkretnych ludzi mogą wejść inne osoby, nawet zupełne obce - ja sama kiedyś podczas jednego z kursów parapsychologicznych zupełnie spontanicznie weszłam w taką rolę pomagając mojej współkursantce w rozwiązaniu jej problemu ze zmarłą matką, co da się z powodzeniem zauważyć podczas praktykowania sesji tak zwanych ustawień hellingerowskich, podczas których odkrywane i rozwiązywane są nieuświadomione problemy życiowe). Zbadałam też łączące ich aspekty astrologiczne. Okazało się, że mają kilka połączeń. Na przykład jego Słońce na jej Ascendencie, jego Jowisz blisko jej Słońca, Uran i Punkt Fortuny na jej Marsie, Chiron na jej Jowiszu i kilka innych korzystnych zaczepień między planetami (dziś nie omawiam znaczenia takich aspektów, to raczej zadanie dla mojej córki Olivii). Akurat, kiedy z klientką badałyśmy opisaną poniżej historię, miało miejsce połączenie Saturna i Neptuna na jego Słońcu, co było na jej Ascendencie (a poza tym on ma takie połączenie urodzeniowo, więc to dla niego wyjątkowo ważny okres w życiu). Dodatkowo wkrótce Uran będzie przechodził (powtórnie) po jej Słońcu a po chwili – po jego Jowiszu, czyli znów może się wokół nich coś dziać, niekoniecznie coś podobnego.
Wspólna historia obu dusz zaczyna się bardzo dawno temu, w zamierzchłych czasach, kiedy na tym świecie nie było jeszcze ludzi ani elfów. Żyły tu bardzo wysoko rozwinięte istoty półeteryczne i półmaterialne, tworzące wielce postępową cywilizację. Stworzyli bardzo spokojne i uduchowione społeczeństwo, doceniali boskość przejawiającą się we wszelkim istnieniu. Doświadczeń życia szukały tu dojrzałe, rozwinięte dusze, często takie po przejściach w różnych innych światach. Przedstawiciele tej cywilizacji potrafili manipulować DNA i dokonywać cudów, jednak przez ich niski poziom fizyczności zmiany nie były trwałe. Dziś nazwalibyśmy ich Lemurianami. Pod koniec trwania ich epoki owe istoty zaczęły wymierać, gdyż planeta stawała się coraz bardziej materialna, jednocześnie zaniżając wibracje, stopniowo też ich terytoria były zatapiane przez siły stwórcze działające na planecie.
Pod koniec trwania tej cywilizacji na Ziemi pojawiły się dwie dusze, które los zetknął ze sobą. Była to istota żeńska i męska. Prawdopodobnie byli rodzeństwem, nie wiadomo jednak czy bezpośrednim, przyrodnim czy może przybranym. Od początku życia młodszej istoty – płci żeńskiej – obie wychowywały się razem. Już w dzieciństwie straciły rodziców, dlatego zdane były tylko na siebie. W tamtych czasach populacja była już nękana dziwnymi przypadłościami utrudniającymi im długie wcześniej życie (mogło trwać kilkaset lat albo i dłużej). Z powodu zanikania wysokich wibracji brakowało odpowiedniego pożywienia, ale dzieci rosły i miały się dobrze. Z czasem nie wyobrażały sobie zycia bez siebie, tak bardzo się pokochały. Ich miłość stopniowo nabrała charakteru bardziej romantycznego.Widzę ich jako złączoną ze sobą parę istot humanoidalnych we wzajemnych objęciach unoszących się powyżej powierzchni gruntu. Ich rozwiane długie rozświetlone włosy otulają ich jak płaszczem. Dostrzegam też formy trzeciego oka świecące jak diamenty. Trochę to przypomina Sailor Moon przeobrażającą się w księżniczkę Serenity. Czy mogę powiedzieć, że te istoty były dewami czy bardziej przejawami boskości? Bardzo możliwe, że były i tym i tym...
Jednak pewnego razu z niewiadomego powodu Ava została otruta, nie wiadomo czy to było zatrucie naturalne czy był to skutek czyjegoś podstępu, ale pozbawiona możliwości ratunku dziewczyna utraciła życie. Jej ukochany Zaxx nie mógł tego przeżyć, jego dusza cierpiała tak bardzo, że z rozpaczy odebrał sobie życie, popełniając samobójstwo przypominające seppuku.
Po śmierci, będąc na poziomie duchowym poprzysiągł sobie odszukać ją w innym wcieleniu i naprawić własne błędy. Obiecał sobie, że będzie się o nią bardziej troszczył i nigdy już nie dopuści do podobnej sytuacji. Później, też na planie astralnym, oboje obiecali sobie nawzajem, że odnajdą się w kolejnym wcieleniu i wypełnią życie wzajemnym oddaniem i miłością. Jednak coś poszło nie tak. Mieli tu na Ziemi (w różnych miejscach i czasie) najprawdopodobniej 5 szans na naprawienie swojej sytuacji.
1 wspólne wcielenie po pierwotnym - ona go odrzuciła, była bardzo agresywna, brutalna, niepohamowana w złości, sama cieszyła się życiem, miała wszystko czego potrzebowała, ale gdzieś w głębi za czymś tęskniła, jednak odrzuciła go, nie wykorzystała możliwości, a on był w pobliżu, widział ją, cierpiał, był nieszczęśliwy, ogólnie miał ogromnego pecha życiowego. Tu z kart wyroczniowych pojawił się Anioł Wiary (że jednak coś może zmienić się na lepsze), oraz Deszcz Obfitości (fizycznie niczego im nie brakowało).
2 wcielenie – w kolejnym wcieleniu gdzieś się minęli po drodze. Spotkali się, może nawet były między nimi jakieś umowy, lecz pojawiły się nagłe przeszkody, on rozważał aspekty matrymonialne, jednak coś się zmieniło i odjechał. Nie było uściślonych planów. Pojawił się Anioł Możliwych Cudów, z kart wyroczniowych – Zabawa (ktoś brał wszystko za lekko, chociaż szansa na wspólnie życie była duża).
3 - w kolejnym wspólnym wcieleniu byli małżeństwem zawartym jako kontrakt, jednak stało się coś nagłego, co ich unieszczęśliwiło, sytuacja była niestabilna, może on musiał iść na wojnę? Anioł Ukrytych Możliwości, wyrocznia - Związek.
4 – w kolejnym gdzieś po drodze zetknęli się ze sobą, może na krótko byli w relacji, on targany kolejami losu, bardzo nieszczęśliwy, dużo podróżował, a ona – majętna - czuła się samotna, ale też użalała się nad swoim losem. Odwrócony Anioł Szczęścia, Związek.
5 – w kolejnym, ostatnim, w którym mieli szansę być razem, on ożenił się z inną kobietą, nawet nie było mu źle w tej relacji. Z Avą spotkał się, lecz nic z tego nie wynikło, ona w tym wcieleniu nie spełniła się, dla niej było raczej jałowe. Anioł Pokory, wyrocznia - Czas odejść
W tamtych wcieleniach dusza Zaxxa zamknęła się na miłość, był ukierunkowany na autodestrukcję i zabijanie, i nawet gdy w końcu los ich zetknął, nie był w stanie rozpoznać swojej dawnej towarzyszki życia. Z każdym kolejnym życiem było coraz gorzej, nie potrafili się rozpoznać. On w międzyczasie w wielu ucieleśnieniach (włącznie z tymi, w których mogli się spotkać) nazbierał sobie ogromną ilość negatywnej karmy, często powtarzając ten sam schemat zachowania. Kilka wcieleń przeżył jako wojowniczy elf (o elfach jest na blogu osobny artykuł). Lecz ona czuła więcej. Ona w poza próbami wypełnienia obietnicy żyła na starożytnej Atlantydzie, gdzie była szanowaną i dobrotliwą kapłanką i opiekunką nowo przybyłych dusz, a po traumatycznym dla niej końcu i upadku tamtej cywilizacji, przeważnie wcielała się w role zielarek, duchownych lub – dla odmiany – matek z licznymi dziećmi. Ale i jej jakoś nie udawało się wypełniać wcieleń radością i spełnieniem.
A teraz spotkali się ponownie, lecz w sferze wirtualnej. On nad wyraz szybko nawiązał z nią kontakt i zaczęli się rozpoznawać. Toczyli długie dyskusje o tym, że mają podobne zainteresowania, coraz bardziej ciągnęło ich do siebie. Jedną z przeszkód była odległość, nieznajomość ojczystych języków (porozumiewali się językiem pośrednim), różnice kulturowe między ich narodami, ale najważniejszą przeszkodę stanowiła różnica wieku – on to dość młody mężczyzna, który zrobił zawrotną karierę, ale okupioną bezgranicznym bólem związanym z poczuciem ogromnej pustki i samotności. Być może to wciąż ten nieuleczony ból, który odczuwał po stracie ukochanej w tamtym pierwszym wspólnym wcieleniu, a który pogłębiał się poprzez dokonywanie masakr i toczenie wojen (przeważnie daleka Azja). I ten ból nadal w nim tkwi, mimo spotykania na swojej drodze wielu oddanych kobiet, żadnej nie zdołał pokochać i wciąż pozostaje bezgranicznie samotny, mimo iż na poziomie fizycznym ma wszystko o czym można zamarzyć. Ona przezyła większość swojego obecnego wcielenia w spełnionym szczęśliwym małżeństwie, które trwało tak długo, jak długo go potrzebowała. Ma kochające dzieci i zyje (a właściwie dotąd żyła) dostatnio i beztrosko. I gdyby nie to wirtualne spotkanie z nim...
Pewnego wieczoru, kiedy tak ze sobą rozmawiali, on wyznał jej miłość. Co tam się działo? Ona poczuła potężną wiązkę żaru, namiętności - energii, która uderzyła ją w splot słoneczny i rozlała się po całym ciele. Poczuła płynące od niego jakieś skumulowane szaleństwo, ciało-dusza przypomniała sobie coś dziwnego. Nie wierzyła, miała wrażenie, jakby się unosiła, jakby coś się w niej odblokowało. Po tym incydencie skontaktowała się ze mną, a ja zrobiłam jej analizę całej tej sytuacji (po części za pomocą specjalnych diagramów, a po części z pomocą kart i wyroczni), ona wysłała te informacje jemu. Oczywiście, sama zaczęła nad tym pracować i zastosowała odpowiednie metody terapii energetycznej. Jednak on nie wziął sobie tego wszystkiego do serca, choć uszanował jej informacje. Nie czuł potrzeby decydowania, czego chce od niego „los”, chociaż rozumiał, że ból utraty miłości, niemożności ochronienia tego co najważniejsze, rany z przeszłości – to wszystko może ciągnąć się niezależnie do tego czy dotyczy poprzednich wcieleń czy symboli przenoszonych przez pamięć i uczucia. Uznał tylko, ze "trzeba po prostu dalej z tym żyć szczerze i spokojnie, bez narzucania znaczeń ani rezultatów. Jakakolwiek głębia ma istnieć, objawi się naturalnie, bez presji".
Po kilku tygodniach dalszych rozmów on poprosił ją o spotkanie twarzą w twarz, ona zwlekała, odwracała jego uwagę, jednak on nalegał. W końcu ona stchórzyła, uznała, że nie jest gotowa, że wygląda za staro, że nie dbała o swoje ciało, bo myślała, że przed nią tylko spokojna starość. Postanowiła coś z tym zrobić, naprawić siebie, jednak potrzebowała czasu, a on nie chciał jej go dać. On chciał teraz, natychmiast, na co ona się nie zgodziła. Wtedy on po prostu obraził się i odszedł bez dalszych wyjaśnień.
Tak było dla niego wygodniej, uciec od tego wybuchu miłości objawionej po setkach tysięcy lat. Dostał okazję do tego, aby się rozwinąć. Dostał granicę, aby tu i teraz, w tym ciele, odnaleźć w sobie to, co najlepsze. W tej sytuacji zachował się jak dziecko, nie jak dorosły człowiek, który potrafi zrozumieć i uszanować granice innej osoby. Wyszedł z pozycji siły i władzy, nie pojął, że tu liczyła się cierpliwość i szacunek. Jeśliby przepracował ten element swojego życia, może dostałby dobry związek (najprawdopodobniej z kimś innym), a w tej sytuacji wciąż będzie szukał na zewnątrz tego, co jest w nim samym. Zaś ona pozostała z nowo otwartą raną w sercu. Chociaż do dziś już przepracowała temat, nadal pozostają wspomniane wcześniej wspólne aspekty astrologiczne. I to jest problem, bo ona wciąż będzie odczuwała jego ból i tęsknotę, w dodatku że spójnych aspektów oboje mają więcej. A on w takiej sytuacji może nie wytrzymać już długiego życia w ten sposób, jego dusza może zechcieć odejść w ciągu kilku najbliższych lat. Czy znów spotkają się na poziomie astralnym i złożą kolejne obietnice? Raczej nie, ona prawdopodobnie nie zechce już inkarnować się tu na Ziemi, jest istotą z wyższego poziomu energetycznego, która warunkowo zgodziła się tu przyjść. Lecz on? Też jest wysoko rozwiniętą, choć raczej upadłą duszą, ale to już zupełnie inna historia..
Kontakt do mnie teresa.serafinowska@gmail.com
Analiza kosmogramu urodzeniowego, kosmogram roczny, wyszukiwanie korzystnych dat, porównywanie kosmogramów w kierunku partnerstwa (nie tylko osobistego) i inne tematy związane z astrologią – również ciekawe artykuły https://mercurytrinemoonastro.com/en/ - kontakt olivia.serafinowski@gmail.com lub mercurytrinemoon@gmail.com
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz